Thursday, June 30, 2016

początkowo


Moi Drodzy!


Ktoś kiedyś, przy okazji moich krótkich relacji kanadyjskich, stwierdził, że nadawałyby się one na bloga. Stwierdziłem, że warto sprawdzić, jak ten format będzie się spisywać, czy nawet rozpisywać i tak oto, specjalnie dla Was, powstało "dwunastkowo". 
Zamiast dzielić się swoimi wrażeniami z pobytu tutaj z każdym z Was pojedynczo, czy nawet, tak jak to miało miejsce w przypadku Kanady, w ramach grupowej wiadomości, tak teraz będziecie mieli dostęp do mojej radosnej twórczości w łatwej i mam nadzieję przyjemnej formie. 

Minęły już prawie trzy tygodnie odkąd zamieszkałem w Hartford, CT (Connecticut, 
/kəˈnɛtɪkət/), więc pora nadrobić zaległości. 
Na początek dla wszystkich głodnych widoków kilka fotek:

centrum Hartford
i raz jeszcze z kilkoma autkami

O ile samo Hartford ma trochę ponad 124.000 mieszkańców, tak już cała aglomeracja liczy sobie ich ponad 1.2 mln. Samo centrum jest stricte biznesowe z biurowcami, hotelami, centrami konferencyjnymi i apartamentowcami. 
Miasto do tej pory zmaga się z przypiętą mu łatką 'niebezpiecznego' i mocno pracuje nad poprawą swego wizerunku. Efektem tych prac jest, m.in. odremontowany park, przebudowa licznych ulic, czy wprowadzenie klarownych oznaczeń dla lokalnych atrakcji (kina, muzea, teatry, parki).

Spectra - nasz budynek

Nasz budynek, tak jak liczne okoliczne, musiał dostosować się do nowej sytuacji. Wcześniej był to świetnie prosperujący hotel (lata 60'-te), który jednak nie przetrwał na mocno zmieniającym się rynku i tak przez kilka ostatnich lat budynek stał pusty. Został wykupiony w 2011 r. i przemieniony w jedno- i dwu-sypialniane mieszkanka, które od  2015 r. są dostępne na wynajem. 
Włodarze chwalą się 93% zapełnieniem, choć ja na palcach obu rąk jestem w stanie policzyć ilość osób, które do tej pory spotkałem na korytarzach, czy wspólnych pomieszczeniach.
Choć wszystkie sprzęty są nowe, to mieliśmy już małego pecha, bo zepsuła się i pralka i piekarnik. Przyjechał pan z New Jersey (jakieś 3 godziny jazdy), żeby zobaczyć piekarnik; popukał, postukał, odkręcił kilka śrubek, po czym powiedział, że musi zamówić jakieś części i, że za tydzień wróci. Myślę sobie - standard. Po czym godzinę później przychodzą panowie konserwatorzy z nową pralką i nowym piekarnikiem, wymienili i poszli. Niestety okazało się, że coś jest prawdopodobnie nie tak z instalacją elektryczną, bo drugi piekarnik wciąż nie działał tak jak należy i padł po kilku dniach, tak więc wczoraj miałem wizytę elektryka, który wszystko naprawił i wstawili nam trzeci piekarnik ;)
Do tego dostaliśmy jeszcze $100 bonusu, za niedogodności związane z koniecznością jedzenia na mieście. Tak to się robi w Ameryce!

Dobra, żeby Was nie zanudzać na początek to wrzucę jeszcze fotkę budynku, na który mamy częściowo widok z okna, a który działa dość hipnotyzująco (przynajmniej na mnie):

takie rzeczy

Jedna rzecz, do której wciąż nie mogę się przyzwyczaić, to robienie zakupów na cały tydzień. Miasta są zaprojektowane pod kątem przemieszczania się po nich samochodami i tak jakiś sensowny market to 10-15 min. jazdy, więc jak zapomnę, np. o śmietanie, no to jest ciężko. Jesteśmy w trakcie dopracowywania sprawnego systemu, a jest to też wyzwanie logistyczne związane, m.in. z przechowywaniem warzyw i owoców.
A propos - na koniec ciekawostka z zaplecza jednego ze sklepów spożywczych (zaszła konieczność skorzystania z toalety na zapleczu), a mianowicie przewodnik po bananach, ze szczegółowym opisem kolorowościo-dojrzałości :)

'display color 5 - 6 for maximum sales potential'

Do przeczytania niebawem!


7 comments:

  1. Co do zakupów, to zainteresujcie się może zakupami przez internet, w przypadku takich sytuacji.

    ReplyDelete
    Replies
    1. a widzisz, o tym nie pomyślałem :)
      zobaczę co dają, może to faktycznie będzie miało więcej sensu, dzięki za pomysł

      Delete
  2. Faktycznie, czyta sie Ciebie dobrze ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. dziękuję, dziękuję, mam nadzieję, że uda się utrzymać albo i poprawić ten stan rzeczy

      Delete
  3. Postanowiłam, że będę czytać ;)
    Szkoda że nie zdążyliśmy się pożegnać;(
    Pozdrowienia z Polski

    ReplyDelete
    Replies
    1. tylko winny się tłumaczy, także będę się tłumaczyć: przed wyjazdowy szał sprawił, że nie było opcji, żeby się ze wszystkimi pożegnać, żebyś Ty widziała tempo mojego pakowania!

      Delete