Witajcie!
Dzisiaj odcinek specjalny pod tytułem "Ślub".
Jako, że dzieli nas duża woda i niestety nie mieliście okazji osobiście uczestniczyć w tej niewielkiej ceremonii to teraz chciałbym się z Wami podzielić wrażeniami i przybliżyć Wam jej przebieg.
Wstępnym terminem, jak zapewne część z Was wie, był dzień 16.07., czyli dzień po bitwie pod Grunwaldem, ale ze względów logistycznych przesunęliśmy wszystko o tydzień do tyłu, czyli na 9.07.. Chcieliśmy zaliczyć Coldplay'a, ot i cały powód ;)
Właściwie na kilka dni przed samym ślubem, nie wiedzieliśmy nawet w jakiej formie i czy w ogóle się on odbędzie. Najprostsza wersja zakładała udanie się do ratusza, wypełnienie formalności, podpisanie świstków i tyle. Bez zbędnych ceregieli.
Zdecydowaliśmy jednak, że przyjemniej by było, gdyby nadać temu specjalną otoczkę. I tak najpierw Cheryl (ciocia Tommiego) zaproponowała ich domek nad jeziorem, jako lokalizację, później udało nam się potwierdzić, że Kieran (znajomy z NYC) może być osobą udzielającą nam ślubu, a na koniec doszedł jeszcze temat pomarańczowych strojów i wystroju. I to było w środę, na 3 dni przed.
Całkiem ciekawa sprawa wynikła odnośnie tego kto może, a kto nie może prowadzić ceremonii. I tak, prawo stanowe dopuszcza każdego przedstawiciela kościoła, kto czynnie uczestniczy w jego działalności. Nie precyzuje jednak, czym to czynne uczestnictwo jest. Tu z pomocą przybyła nam przemiła urzędniczka, która poinformowała nas, że tak naprawdę leży to w naszej gestii, czy czujemy się z daną osobą komfortowo. Dodatkowo ślubów mogą udzielać wszyscy sędziowie, zarówno urzędujący, jak i w stanie spoczynku emerytalnego, jak i tzw. Sędziowie Pokoju (Justice of Peace), którzy jednak pobierają opłatę w wysokości ok. $300 - $400. Także, dzięki Kier!
![]() |
| mini dekoracje |
Zupełnie nieplanowanie wyszło nam 12-ścioro gości, także dwunastkowy duch został zachowany. Sama ceremonia trwała jakieś 5 - 6 minut, Kier miał przygotowaną specjalnie na tę okazję przemowę, następnie zaś przyszła pora na napisane (czyt. zmontowane) przez nas przysięgi. Muszę przyznać, że trochę się wzruszyłem i czułem w głosie to emocjonalne poruszenie całą sytuacją. Jak spojrzałem później na obecne panie, to prawie każda miała łzy w oczach.
Bardzo się cieszę, że całość miała taką luźną, nieformalną formę. A do tego sporą dozę spontaniczności (jako, że nie było mowy o żadnej próbie), dzięki temu całe wydarzenie miało swój urok. Po ceremonii był toast na tarasie, bardzo ciepłe słowa padły z ust Toma Seniora (czyli taty Tommiego), a następnie przyszła pora na zdjęcia. Dzięki temu, że było nas niewiele udało się wszystkich obfotografować w każdej możliwej konfiguracji w mniej niż 15 minut, duża ulga, bo w końcu ile można się uśmiechać i wyglądać naturalnie.
![]() |
| cheers! |
O dobre jedzenie zadbał Josh (chłopak siostry Tommiego), z którego się trochę nabijaliśmy, mówiąc, że jego miejsce jest w kuchni. Josh jest Hindusem. Nie obraził się ;)
Miłą niespodziankę w postaci lodowego tortu przygotowała Cheryl. My zaś mieliśmy dla gości mały quiz dotyczący nas obu, w którym można było wygrać butelkę wina. Ostatnie zadanie było kluczowe dla całej zabawy, a było ono następujące: Podaj nasz wspólny wiek w dniach zaokrąglając do pełnych tysięcy (na dzień 9.07.). Tylko jedna drużyna podała prawidłową odpowiedź! Jak macie chęć to wpisujcie swoje propozycje w komentarzach.
Właśnie, w kwestii komentarzy: piszcie proszę, czy i jak Wam się podoba taka forma, co warto by dodać, co zmienić. Jestem ciekaw Waszych opinii.
![]() |
| teściowie i szwagierka, a Josh pewnie w kuchni ;) |
A wracając do tematu to cała impreza trwała mniej więcej do 17, więc dość nietypowo. Nawet pogoda była dziwna, tak jak na co dzień temperatury dochodziły do trzydziestu kilku stopni, tak na ten jeden dzień ochłodziło się do 19-stu! Także temperatura wody była wyższa od powietrza.
Po imprezie nad jeziorem było szybkie przebranie i przegrupowanie i już w mniejszym gronie spotkaliśmy się na kolacji w restauracji. Dobrze, że całość fundowali rodzice Tommiego, bo rachunek dobił do $500 (kelnerka na pewno cieszyła się z $80 napiwku!).
I w taki oto sposób zakończył się dzień, w którym oficjalnie zostałem mężem :)
Do przeczytania w następnym odcinku!























