Hej, hej
Nic się nie martwcie, nie
zapomniałem o Was. Co prawda odkąd zacząłem praktyki w browarze to mam
zdecydowanie mniej czasu na działalności dodatkowe, ale już jestem z powrotem.
Jak to zwykle u mnie bywa, z
pewnymi kwestiami zwlekam do niemal ostatniej chwili. Tak jest też tym razem,
kiedy temat wyborów prezydenckich w Stanach przedstawiam Wam… w dniu wyborów.
Dlaczego odbywają się one
akurat dzisiaj, we wtorek, a dokładniej rzecz biorąc „w pierwszy wtorek
listopada po pierwszym poniedziałku listopada”? Otóż, w czasach, gdy
państwowość amerykańska jeszcze raczkowała, większość życia ludności na
południu toczyła się wokół uprawy roli i niedzielnych wypadów do kościoła.
Komisje wyborcze znajdowały się zaś dość daleko, także plan był taki: w
niedzielę kościół, w poniedziałek podróż, a we wtorek głosowanie. I tak zostało
do dziś, co właściwie nie ma żadnego sensu i jest utrudnieniem dla znacznej
liczby osób pracujących.
Zastanawiam się ile informacji
dociera na drugą stronę Atlantyku, na ile poszczególne skandale okazywały się
atrakcyjne dla polskich stacji, portali, czy gazet. Amerykanie żyją tematem wyborów
od dobrych kilku miesięcy, zaś ostatnie tygodnie, podczas których odbywały się
debaty (pierwszą z nich obejrzało ponad 84 milionów widzów, ustanawiając nowy
rekord) i zamykające wiece wyborcze rozgrzały naród do czerwoności, zaś ilość i
intensywność skandali osiągnęła istne apogeum.
Na początek chciałbym
zaznaczyć, iż nie jestem fanem, ani znawcą polityki, jako takiej, ani też nie
wspieram żadnej partii, także mam nadzieję, że uda mi się zachować pozycję
neutralnego obserwatora/informatora podczas tworzenia tego wpisu.
Choć dzisiejsze sondaże
wskazują na nieznaczną przewagę Hillary Clinton, to wszystko może się w tych
wyborach wydarzyć. Zwłaszcza, że w Stanach odbywają się one na nieco odmiennych
zasadach.
W dużym skrócie: każdy stan ma
wartość od kilku do kilkunastu głosów elektoralnych, co jest głównie
odzwierciedlone liczbą ludności. I tak dla przykładu: Connecticut ma 7 głosów
elektoralnych, Rhode Island 4, NY i Floryda po 29, a California 55. Nawet jeśli
dany kandydat wygra w konkretnym stanie przewagą choćby jednego głosu, to i tak
zgarnia całą pulę głosów elektoralnych. O ile w większości stanów można
przewidzieć wynik dosyć łatwo, o tyle jest kilka stanów „wahających się” (w tym
właśnie warta 29 punktów Floryda), o które trwa najbardziej zagorzała walka. Także
niewykluczone jest, że zwycięzca na Florydzie wygra również fotel w Białym Domu.
Trzeba przyznać, że tegoroczne
wybory pełne były niespodzianek i to już od prawyborów, które z ramienia Partii
Republikańskiej niespodziewanie wygrał Donald Trump. Prawybory w Stanach
(Primaries) są wewnętrzną bitwą w poszczególnych partiach o to, kto stanie w
szranki w walce o prezydencki fotel. W Partii Demokratycznej liczyło się tylko
dwoje kandydatów i również tu nie obyło się bez kontrowersji, gdy ogłoszono, iż
nominację zdobyła była pierwsza dama, pokonując niezwykle popularnego senatora
z Vermont, Bernie’ego Sandersa.
Ciekawostka: według jednego z
sondaży jedynie 45% osób uznaje Trumpa za kandydata uczciwego i godnego
zaufania, podobnie o Hillary myśli jeszcze mniej, bo tylko 36% respondentów.
Sytuacja ta ma miejsce głównie za sprawą wspomnianych wcześniej licznych
skandali. Poświęćmy im nieco uwagi. Panie przodem.
1. E-maile.
O tak, ten skandal doczekał się nawet swojego sequela! Generalnie chodzi o to,
że podczas pełnienia funkcji Sekretarza Stanu Hillary wysyłała służbowe e-maile
z prywatnego serwera ze swojej rezydencji w Nowym Jorku. FBI, które prowadziło
śledztwo, doszukało się ponad 113 e-maili, które zawierały zastrzeżone
informacje, stwierdzając, że choć zachowanie to było ekstremalnie bezmyślne, to
jednak nie stanowiło podstaw do postawienia kryminalnych zarzutów.
2. Fundacja
Clintonów. Tu sprawa dotyczy dotacji dokonywanych przez kraje takie jak
Algieria ($500.000), czy Rosja ($2.3 mln), wpłaty te nie zostały wcześniej
upublicznione, a były dokonywane wówczas, gdy Hillary, jako Sekretarz Stanu, podejmowała
decyzje, które bezpośrednio lub pośrednio mogły dotyczyć interesów wyżej
wymienionych krajów. Dowodów brak, ale niesmak pozostał.
3. Benghazi.
W tym przypadku zarzuty wobec Clinton dotyczą jej niefrasobliwości, błędnego
rozpoznania i niewłaściwego wdrożenia procedur bezpieczeństwa podczas ataków na
jedną z amerykańskich placówek w Benghazi, w wyniku których śmierć poniosło 4
Amerykanów, w tym ówczesny ambasador USA w Libii, Christopher Stevens. W
efekcie tej afery Departament Stanu zwrócił się o dostęp do maili Hillary,
których magiczna liczba trzydziestu trzech tysięcy została przez nią usunięta.
4. Prawybory.
Wikileaks dotarło do kolejnych e-maili, dotyczących sabotowania przez byłą
prezes Democratic National Convention (DNC) – organizacji zajmującej się
konwencją Demokratów, Bernie’ego Sandersa, jego przekonań religijnych, czy
kampanii i sposobu jej prowadzenia, a to wszystko w zamian za obietnice ciepłej
posadki.
5. Wykłady.
Kolejny raz za sprawą Wikileaks i e-maili, światło dzienne ujrzała informacja o
wykładach, za które Hillary skasowała w sumie ponad $11 mln (51 wykładów),
wliczając w to kilka przeprowadzonych na Wall Street, gdzie podzieliła się
swoimi przemyśleniami o konieczności posiadania dwóch różnych opinii na dany
temat, tej prywatnej i tej publicznej.
To tylko kilka z tych, które odbiły
się największym echem i narobiły najwięcej zamieszania. Co na to Donald?
Zdecydowanie nie pozwalał nam się nudzić.
1. Zeznania
podatkowe (TAX Returns). Trump, jako jedyny kandydat na prezydenta w historii,
nie upublicznił swoich dokumentów podatkowych. Początkowo twierdził, że jest w
trakcie audytu i nie ma takiej możliwości, co było nieprawdą, następnie zaś
okazało się, że nie płacił on podatku federalnego od około 20 lat, za sprawą
ogłoszonego kiedyś bankructwa (w sumie ogłaszal bankructwo 4 razy!) i wielomilionowej
straty, która była podstawą do licznych ulg podatkowych.
2. Fundacja
Trumpa. Tak, tak, każdy ma swoją fundację, przy czym Trump nie tylko nie
wspierał swojej żadnymi wpłatami od 2008 roku, ale też przeznaczył ok. $250.000
na ugodę w sprawie toczącego się przeciwko niemu postępowaniu sądowemu, jak również
rzekomo zakupił za $10.000… swój portret, który następnie powiesił w
restauracji w jednym ze swoich hoteli.
3. Kobiety.
Najwięcej hałasu wywołał filmik, który wypłynął gdzieś po jednej z debat, na
którym Trump mówi, że jako celebryta może robić z kobietami wszystko w tym łapać
je za ich części intymne: „grab them by the pussy”. A to tylko wierzchołek góry
lodowej, gdyż przeciwko niemu toczy i toczyło się wiele postępowań o
molestowanie seksualne. Co ciekawe, on sam twierdzi, że nikt tak nie szanuje
kobiet, jak on…
4. Dyskryminacja.
W roku 1973 Departament Sprawiedliwości pozwał Trumpa, gdyż ten nie chciał
wynajmować mieszkań czarnym mieszkańcom Nowego Jorku, sprawa dotyczyła 39
budynków, po czym Trump pozwał Departament Sprawiedliwości.
5. Nielegalni
pracownicy z Polski. A i owszem, mamy swoje 5 groszy w wyborach. W latach
80-tych Trump rzekomo zatrudniał ponad 200 nielegalnych polskich budowlańców,
którzy wyburzali jeden z budynków, by na jego miejscu mogła powstać Trump
Tower. Płacił im głodowe stawki, o ile w ogóle płacił, ludzie spali gdzieś tam
na miejscu i oczywiście nie mieli kasków, ani żadnych innych środków
bezpieczeństwa, a gdy próbowali się burzyć grożono im deportacją.
Niech będzie po równo, choć w
przypadku Donalda jest tego jeszcze całe mnóstwo, wliczając w to $3.5 miliona,
które dostał od ojca, jako pożyczkę… w postaci żetonów do jednego z ich kasyn,
czy przekręt z Uniwersytetem Trumpa, ale to już nie będę Was zanudzać.
Jedno trzeba Amerykanom
przyznać, genialnie potrafią sparodiować zaistniałą sytuację. Każda z debat
doczekała się swojej wersji w programie Saturday Night Live (SNL), a w rolę
Trumpa wcielił się Alec Baldwin i odegrał ją znakomicie. Polecam! Poniżej
filmik do drugiej debaty (jest dużo śmieszniej, jeśli oglądało się oryginał,
ale i bez tego jest wesoło).
Również John Oliver w swoim
programie, od wielu tygodni, zaczyna od materiału poświęconego wyborom albo… i
tu kilka screenów dla Was:
Tych również było więcej, ale
zostańmy przy pięciu.
Wybaczcie, że bez tłumaczenia,
dorobię dziś wieczorem, a teraz już muszę zmykać do browaru :)
Także Ameryko! Nie zazdroszczę
Ci wyboru przed którym stoisz, tak czy siak, życzę powodzenia!
A na koniec moja ulubiona
przeróbka debatowa:




