Ahoj!
Poprzednio zajmowaliśmy się
jedzeniem, dziś wypadałoby dołożyć coś do picia. Jako, że gościliśmy niedawno
festiwal piwa, a dwa tygodnie temu rozpocząłem nieformalny staż w jednym z lokalnych
browarów to dzisiejszy wpis będzie poświęcony temu złotemu trunkowi.
Na początek trochę statystyk
porównawczych. Polska zajmuje wysokie szóste miejsce na świecie pod względem
spożywanego piwa na osobę, nasz wynik to 97,8 litra. Przeganiają nas jedynie
mieszkańcy Namibii, Niemiec, Austrii, Seszeli oraz, od lat wiodący prym, Czesi
(142,6 litra na osobę). Gdzie w tym zestawieniu znajdują się Amerykanie? Ich
wynik to ‘jedynie’ 75,8 litra co daje im dopiero siedemnastą lokatę. Ale, ale,
jeśli spojrzymy na liczby pod względem całkowitej ilości spożywanego piwa to
Stany Zjednoczone są na drugiej pozycji (tuż za Chinami) z imponującym wynikiem
24172 megalitrów. Nasz rynek piwny plasuje się na mocnej dziewiątej pozycji z
3776 megalitrami (dane dotyczą roku 2014 i zostały zaczerpnięte z Wikipedii).
Co głównie pije się w Stanach?
Niestety przeważają sikacze, jeszcze gorsze od naszych koncerniaków. Pierwsze
trzy lokaty należą kolejno do: Bud Light’a, Coors Light’a oraz Miller Lite’a.
Czym są te ‘lajtowe’ odmiany? Otóż nie chodzi tu o zawartość alkoholu, a…
kalorii, te zaś dla Amerykanów są istotne nawet w wyborze piwa. Kwestia ceny
też nie pozostaje bez znaczenia. W cenie sześciopaka tradycyjnego piwa mamy
dwunastopak któregoś z lajtów. Po studencku, idziemy na ilość.
Na szczęście, wspominana w jednym
z wcześniejszych wpisów, zasada kontrastu dotyczy również rynku piwnego, także
na drugim końcu skali znajduje się całe mnóstwo browarów rzemieślniczych i
przeolbrzymia ilość arcyciekawych piw.
Ostatnio
mieliśmy okazję posmakować lokalnych specjałów podczas odbywającego się tuż pod
naszymi oknami festiwalu „Small State, Great Beer”. Format jest następujący:
przy wejściu dostajesz mały, plastikowy kubeczek do testowania i przez 3
godziny krążysz między stanowiskami. Przeważały głównie moje ulubione APY, IPY,
czyli ogólnie piwa mocno chmielone, choć nie brakowało też ciekawych pszeniczniaków,
porterów, czy stout’ów.
![]() |
| przed |
![]() |
| i po... albo odwrotnie ;) |
Impreza
była dość kosztowna, także próbowaliśmy ‘wyjść na swoje’, co niestety skończyło
się solidnym kacem dnia następnego. Swoje wyroby prezentowało 29 z 35
istniejących w Connecticut małych browarów, co może wydawać się niezłym
wynikiem, a w rzeczywistości plasuje ten niewielki stan w ogonie stawki. Dla
porównania kilka statystyk zebranych przeze mnie w małej tabelce, które
dodatkowo pokazują jak sytuacja wygląda w Polsce.
Jak widzicie na naszym rynku jest
jeszcze mnóstwo miejsca dla niewielkich browarów rzemieślniczych, stąd też po
części moje zainteresowanie tematem i rozpoczęty przeze mnie staż. Wybór padł na
świeżo otwarty browar o ładnie brzmiącej nazwie Hanging Hills, który
wystartował w lipcu, a mieści się zaledwie 12 minut jazdy rowerem od nas. Także
wybrałem się tam kilka dnie po festiwalu i zaoferowałem swoje dwie pracowite
ręce w zamian za możliwość nauki. Zgodzili się. Dzięki temu w ciągu pierwszego
tygodnia miałem okazję mielić słody (ponad 300 kg!), warzyć brzeczkę, ważyć i dodawać
chmiele (jak one pięknie pachną!), przelewać gotowe piwo do kegów oraz
sprzątać. Czego, jak czego, ale złożoności procesu mycia takiego zbiornika się
nie spodziewałem. Ani ogólnej ilości prac związanych z czyszczeniem,
szorowaniem, odkażaniem, wyparzaniem… Śmiałem się nawet, że procentowo taki
browarnik jest w 25% rolnikiem, w 25% kucharzem, a pozostałe 50% to właśnie
sprzątanie. Ale za to jaka przyjemność i frajda próbować świeżego piwa, a
jeszcze większa będzie za kilka tygodni, jak ta podwójna IPA będzie już gotowa
i świadomość, że tymi ręcyma zostało to piwo stworzone!
![]() |
| Hanging Hills od kuchni |
Produkowane przez Hanging Hills
piwo dostępne jest w lokalnych barach, pubach, restauracjach oraz multitapach,
a także na miejscu. Aktualnie oferta zawiera 10 piw, więc każdy znajdzie coś
dla siebie, ja już oczywiście miałem okazję spróbować każdego z nich. I to
wszystko powstaje dzięki zaangażowaniu i ciężkiej pracy zaledwie trzech osób.
Jestem pod wrażeniem! No dobra, mają jeszcze 2 psy do pomocy.
![]() |
| do wyboru, do koloru |
W planach jest uruchomienie linii
pakującej, niestety koszt to jedyne $150.000, także panowie muszą się jeszcze
chwilowo wstrzymać. Co ciekawe większość rzemieślniczych browarów sprzedaje
swoje produkty w puszkach, a nie, jak u nas, w butelkach. Mam wrażenie, że w
Polsce piwo puszkowe ciągle jest stereotypowo uznawane za towar drugiego sortu
i właściwie warto z tym przekonaniem powalczyć.
O jednej rzeczy trzeba pamiętać
kupując piwo w Connecticut: alkohol w niedzielę można nabyć tylko do godziny
17-stej. Śmiesznie to wygląda w supermarketach, w których dostępne jest piwo, lodówki
są pozasłaniane i choć towar jest, to jakby go nie było. O całodobowych monopolowych
nawet nie wspominam, takie szaleństwo jeszcze się Amerykanom nie śniło!
Nie pozostaje mi nic innego jak skoczyć do lodówki po zimne piwko i pożegnać się z Wami klasycznym: cheers!




