Monday, October 10, 2016

browarkowo

Ahoj!

Poprzednio zajmowaliśmy się jedzeniem, dziś wypadałoby dołożyć coś do picia. Jako, że gościliśmy niedawno festiwal piwa, a dwa tygodnie temu rozpocząłem nieformalny staż w jednym z lokalnych browarów to dzisiejszy wpis będzie poświęcony temu złotemu trunkowi.

Na początek trochę statystyk porównawczych. Polska zajmuje wysokie szóste miejsce na świecie pod względem spożywanego piwa na osobę, nasz wynik to 97,8 litra. Przeganiają nas jedynie mieszkańcy Namibii, Niemiec, Austrii, Seszeli oraz, od lat wiodący prym, Czesi (142,6 litra na osobę). Gdzie w tym zestawieniu znajdują się Amerykanie? Ich wynik to ‘jedynie’ 75,8 litra co daje im dopiero siedemnastą lokatę. Ale, ale, jeśli spojrzymy na liczby pod względem całkowitej ilości spożywanego piwa to Stany Zjednoczone są na drugiej pozycji (tuż za Chinami) z imponującym wynikiem 24172 megalitrów. Nasz rynek piwny plasuje się na mocnej dziewiątej pozycji z 3776 megalitrami (dane dotyczą roku 2014 i zostały zaczerpnięte z Wikipedii).

Co głównie pije się w Stanach? Niestety przeważają sikacze, jeszcze gorsze od naszych koncerniaków. Pierwsze trzy lokaty należą kolejno do: Bud Light’a, Coors Light’a oraz Miller Lite’a. Czym są te ‘lajtowe’ odmiany? Otóż nie chodzi tu o zawartość alkoholu, a… kalorii, te zaś dla Amerykanów są istotne nawet w wyborze piwa. Kwestia ceny też nie pozostaje bez znaczenia. W cenie sześciopaka tradycyjnego piwa mamy dwunastopak któregoś z lajtów. Po studencku, idziemy na ilość.

Na szczęście, wspominana w jednym z wcześniejszych wpisów, zasada kontrastu dotyczy również rynku piwnego, także na drugim końcu skali znajduje się całe mnóstwo browarów rzemieślniczych i przeolbrzymia ilość arcyciekawych piw.
Ostatnio mieliśmy okazję posmakować lokalnych specjałów podczas odbywającego się tuż pod naszymi oknami festiwalu „Small State, Great Beer”. Format jest następujący: przy wejściu dostajesz mały, plastikowy kubeczek do testowania i przez 3 godziny krążysz między stanowiskami. Przeważały głównie moje ulubione APY, IPY, czyli ogólnie piwa mocno chmielone, choć nie brakowało też ciekawych pszeniczniaków, porterów, czy stout’ów.


przed
i po... albo odwrotnie ;)

Impreza była dość kosztowna, także próbowaliśmy ‘wyjść na swoje’, co niestety skończyło się solidnym kacem dnia następnego. Swoje wyroby prezentowało 29 z 35 istniejących w Connecticut małych browarów, co może wydawać się niezłym wynikiem, a w rzeczywistości plasuje ten niewielki stan w ogonie stawki. Dla porównania kilka statystyk zebranych przeze mnie w małej tabelce, które dodatkowo pokazują jak sytuacja wygląda w Polsce.


Jak widzicie na naszym rynku jest jeszcze mnóstwo miejsca dla niewielkich browarów rzemieślniczych, stąd też po części moje zainteresowanie tematem i rozpoczęty przeze mnie staż. Wybór padł na świeżo otwarty browar o ładnie brzmiącej nazwie Hanging Hills, który wystartował w lipcu, a mieści się zaledwie 12 minut jazdy rowerem od nas. Także wybrałem się tam kilka dnie po festiwalu i zaoferowałem swoje dwie pracowite ręce w zamian za możliwość nauki. Zgodzili się. Dzięki temu w ciągu pierwszego tygodnia miałem okazję mielić słody (ponad 300 kg!), warzyć brzeczkę, ważyć i dodawać chmiele (jak one pięknie pachną!), przelewać gotowe piwo do kegów oraz sprzątać. Czego, jak czego, ale złożoności procesu mycia takiego zbiornika się nie spodziewałem. Ani ogólnej ilości prac związanych z czyszczeniem, szorowaniem, odkażaniem, wyparzaniem… Śmiałem się nawet, że procentowo taki browarnik jest w 25% rolnikiem, w 25% kucharzem, a pozostałe 50% to właśnie sprzątanie. Ale za to jaka przyjemność i frajda próbować świeżego piwa, a jeszcze większa będzie za kilka tygodni, jak ta podwójna IPA będzie już gotowa i świadomość, że tymi ręcyma zostało to piwo stworzone!

Hanging Hills od kuchni

Produkowane przez Hanging Hills piwo dostępne jest w lokalnych barach, pubach, restauracjach oraz multitapach, a także na miejscu. Aktualnie oferta zawiera 10 piw, więc każdy znajdzie coś dla siebie, ja już oczywiście miałem okazję spróbować każdego z nich. I to wszystko powstaje dzięki zaangażowaniu i ciężkiej pracy zaledwie trzech osób. Jestem pod wrażeniem! No dobra, mają jeszcze 2 psy do pomocy.

do wyboru, do koloru

W planach jest uruchomienie linii pakującej, niestety koszt to jedyne $150.000, także panowie muszą się jeszcze chwilowo wstrzymać. Co ciekawe większość rzemieślniczych browarów sprzedaje swoje produkty w puszkach, a nie, jak u nas, w butelkach. Mam wrażenie, że w Polsce piwo puszkowe ciągle jest stereotypowo uznawane za towar drugiego sortu i właściwie warto z tym przekonaniem powalczyć.
O jednej rzeczy trzeba pamiętać kupując piwo w Connecticut: alkohol w niedzielę można nabyć tylko do godziny 17-stej. Śmiesznie to wygląda w supermarketach, w których dostępne jest piwo, lodówki są pozasłaniane i choć towar jest, to jakby go nie było. O całodobowych monopolowych nawet nie wspominam, takie szaleństwo jeszcze się Amerykanom nie śniło! 

Nie pozostaje mi nic innego jak skoczyć do lodówki po zimne piwko i pożegnać się z Wami klasycznym: cheers!