Moi Drodzy!
Ktoś kiedyś, przy okazji moich krótkich relacji kanadyjskich, stwierdził, że nadawałyby się one na bloga. Stwierdziłem, że warto sprawdzić, jak ten format będzie się spisywać, czy nawet rozpisywać i tak oto, specjalnie dla Was, powstało "dwunastkowo".
Zamiast dzielić się swoimi wrażeniami z pobytu tutaj z każdym z Was pojedynczo, czy nawet, tak jak to miało miejsce w przypadku Kanady, w ramach grupowej wiadomości, tak teraz będziecie mieli dostęp do mojej radosnej twórczości w łatwej i mam nadzieję przyjemnej formie.
Minęły już prawie trzy tygodnie odkąd zamieszkałem w Hartford, CT (Connecticut,
/kəˈnɛtɪkət/), więc pora nadrobić zaległości.
Na początek dla wszystkich głodnych widoków kilka fotek:
| centrum Hartford |
| i raz jeszcze z kilkoma autkami |
O ile samo Hartford ma trochę ponad 124.000 mieszkańców, tak już cała aglomeracja liczy sobie ich ponad 1.2 mln. Samo centrum jest stricte biznesowe z biurowcami, hotelami, centrami konferencyjnymi i apartamentowcami.
Miasto do tej pory zmaga się z przypiętą mu łatką 'niebezpiecznego' i mocno pracuje nad poprawą swego wizerunku. Efektem tych prac jest, m.in. odremontowany park, przebudowa licznych ulic, czy wprowadzenie klarownych oznaczeń dla lokalnych atrakcji (kina, muzea, teatry, parki).
| Spectra - nasz budynek |
Nasz budynek, tak jak liczne okoliczne, musiał dostosować się do nowej sytuacji. Wcześniej był to świetnie prosperujący hotel (lata 60'-te), który jednak nie przetrwał na mocno zmieniającym się rynku i tak przez kilka ostatnich lat budynek stał pusty. Został wykupiony w 2011 r. i przemieniony w jedno- i dwu-sypialniane mieszkanka, które od 2015 r. są dostępne na wynajem.
Włodarze chwalą się 93% zapełnieniem, choć ja na palcach obu rąk jestem w stanie policzyć ilość osób, które do tej pory spotkałem na korytarzach, czy wspólnych pomieszczeniach.
Choć wszystkie sprzęty są nowe, to mieliśmy już małego pecha, bo zepsuła się i pralka i piekarnik. Przyjechał pan z New Jersey (jakieś 3 godziny jazdy), żeby zobaczyć piekarnik; popukał, postukał, odkręcił kilka śrubek, po czym powiedział, że musi zamówić jakieś części i, że za tydzień wróci. Myślę sobie - standard. Po czym godzinę później przychodzą panowie konserwatorzy z nową pralką i nowym piekarnikiem, wymienili i poszli. Niestety okazało się, że coś jest prawdopodobnie nie tak z instalacją elektryczną, bo drugi piekarnik wciąż nie działał tak jak należy i padł po kilku dniach, tak więc wczoraj miałem wizytę elektryka, który wszystko naprawił i wstawili nam trzeci piekarnik ;)
Do tego dostaliśmy jeszcze $100 bonusu, za niedogodności związane z koniecznością jedzenia na mieście. Tak to się robi w Ameryce!
Dobra, żeby Was nie zanudzać na początek to wrzucę jeszcze fotkę budynku, na który mamy częściowo widok z okna, a który działa dość hipnotyzująco (przynajmniej na mnie):
| takie rzeczy |
Jedna rzecz, do której wciąż nie mogę się przyzwyczaić, to robienie zakupów na cały tydzień. Miasta są zaprojektowane pod kątem przemieszczania się po nich samochodami i tak jakiś sensowny market to 10-15 min. jazdy, więc jak zapomnę, np. o śmietanie, no to jest ciężko. Jesteśmy w trakcie dopracowywania sprawnego systemu, a jest to też wyzwanie logistyczne związane, m.in. z przechowywaniem warzyw i owoców.
A propos - na koniec ciekawostka z zaplecza jednego ze sklepów spożywczych (zaszła konieczność skorzystania z toalety na zapleczu), a mianowicie przewodnik po bananach, ze szczegółowym opisem kolorowościo-dojrzałości :)
![]() |
| 'display color 5 - 6 for maximum sales potential' |
Do przeczytania niebawem!

Co do zakupów, to zainteresujcie się może zakupami przez internet, w przypadku takich sytuacji.
ReplyDeletea widzisz, o tym nie pomyślałem :)
Deletezobaczę co dają, może to faktycznie będzie miało więcej sensu, dzięki za pomysł
Faktycznie, czyta sie Ciebie dobrze ;)
ReplyDeletedziękuję, dziękuję, mam nadzieję, że uda się utrzymać albo i poprawić ten stan rzeczy
DeletePostanowiłam, że będę czytać ;)
ReplyDeleteSzkoda że nie zdążyliśmy się pożegnać;(
Pozdrowienia z Polski
tylko winny się tłumaczy, także będę się tłumaczyć: przed wyjazdowy szał sprawił, że nie było opcji, żeby się ze wszystkimi pożegnać, żebyś Ty widziała tempo mojego pakowania!
DeleteUwierzę na słowo :)
Delete