Witajcie,
jako, że jestem tu już od
ponad dwóch miesięcy pomyślałem, że dziś dla odmiany, podzielę się z Wami
pewnymi spostrzeżeniami, przemyśleniami dotyczącymi otaczającej mnie
rzeczywistości, jakże różnej od tej polskiej. Gdzieś ostatnio natknąłem się na
stwierdzenie, że Stany to kraj kontrastów i skrajności. I z tej perspektywy
przyjrzymy się im bliżej.
Można by zacząć od
ogólnonarodowych podziałów na bogatą, przemysłową i „wielkomiejską” północ
kontra ubogie, rolnicze i „wiejskie” południe, czy też na kontekst polityczny,
czyli liberalnych Demokratów i konserwatywnych Republikanów. Przy okazji
zbliżających się wyborów prezydenckich jest to niezwykle gorący temat. W
ostatecznej bitwie zmierzy się dwoje jakże kontrowersyjnych kandydatów: pierwsza
w historii kobieta, była pierwsza dama, oskarżana o liczne nadużycia Hillary
Clinton oraz ‘rasistowska lalka voodoo zrobiona ze zużytej kociej sierści’*
Donald Trump. Naprawdę ciężki wybór Ameryko! To właściwie byłby temat na
oddzielny wpis, który być może się wydarzy, także tyle na dziś.
W kontekście lokalnych skrajności
chciałbym zacząć od tematu dróg. Tak, dróg. Można być pod ogromnym wrażeniem
bardzo rozbudowanej sieci autostrad. Trzy, cztery pasy w każdą stronę, liczne
wiadukty, mosty, tunele i olbrzymie wielopoziomowe skrzyżowania! Co zupełnie
nie stoi na przeszkodzie, by te trzy, cztery pasy, wszystkie wiadukty, mosty,
tunele i każdy poziom skrzyżowań były zapchane autami w godzinach szczytu.
Kompletnie. Na amen! Co ciekawe, Amerykanie wpadli na genialny w swej prostocie
pomysł na rozładowanie części korków: na niektórych odcinkach autostrad
wyodrębnione są specjalne pasy. Tzw. carpool przeznaczony jest dla: autobusów,
taksówek i… samochodów przewożących co najmniej dwoje pasażerów. W efekcie
trzy, cztery pasy nadal są zapchane, a carpoole są niemalże puste. No nie
pomogło.
![]() |
| carpool |
Innym ciekawym wątkiem drogowym
jest samo poruszanie się po nich. Pamiętam wyjazd z Nowego Jorku, pomimo
włączonej nawigacji nasza czujność była non stop na poziomie osiem, by w
odpowiednim momencie być na właściwym pasie na kolejnym rozwidleniu. I tak z
dziesięć razy, nim finalnie trafiliśmy na autostradę prowadzącą do domu. Nie
wiem jak ludzie wydostawali się z tego miasta 20 lat temu. Podejrzewam, że na
wszelki wypadek na powrót rezerwowali dodatkowy dzień wolnego. To też tłumaczy
obecność pozostałości po przydrożnych motelach, które w tamtych czasach musiały
przeżywać prawdziwe oblężenie przyjmując zagubionych turystów.
Z drugiej strony mamy,
niezrozumiałą dla Polaków, liczbę znaków (zarówno pionowych, jak i poziomych)
na skrzyżowaniach, zjazdach/wjazdach na autostrady.
![]() |
| a i tak pewnie kilku tam pojechało ;) |
![]() |
| niby oczywista oczywistość |
![]() |
| STOP! |
Na podrzędnych skrzyżowaniach często można się spotkać ze znakiem STOP z dodatkową tabliczką "ALL WAY". Jest to dość upierdliwa i nie do końca przestrzegana zasada (zwłaszcza, gdy jest się jedynym na skrzyżowaniu) nakazująca zatrzymanie się wszystkim pojazdom, bez względu na to, z którego kierunku nadjeżdżają. A kolejność? Kto pierwszy pojawi się na skrzyżowaniu ten pierwszy je opuszcza. Wymaga przyzwyczajenia i skupienia, gdy auta nadjeżdżają z kilku stron niemal jednocześnie.
Skoro jest temat dróg, to nie
może zabraknąć samochodów. Tutaj Amerykanie naprawdę nie mają sobie równych
jeśli chodzi o bogactwo różnorodności pojazdów, które można spotkać na drogach.
No dobra, nie ma Renault, Citroënów, Peugeotów, ani innych Francuzów, czyli
trochę się znają ;)
Jak wspominałem paliwo jest
ciągle stosunkowo tanie, także nie brakuje olbrzymich pickupów z prawie
sześciolitrowymi silnikami, czy SUV’ów pokroju Infinity QX80, czy Chevroleta
Suburbana. Istne potwory drogowe. Na drugim końcu skali mamy nie tylko małe
popularne autka takie jak Mini Cooper, Smart fortwo czy dostępny od niedawna
Fiat 500, ale całe rzesze aut elektrycznych i hybryd. Ostatnio nawet
przechodziliśmy obok BMW i8, cudo! Tesli też jest całkiem sporo.
![]() |
| Infinity QX80 |
![]() |
| Chevy Suburban |
I po co to komu potrzebne...
Autonomiczne Tesle są coraz
bliżej, póki co wciąż potrzebny jest kierowca. Człowiek. Kiedy myślimy o
Amerykanach w głowie rysuje nam się obraz ludzi otyłych. Czy tak jest naprawdę?
Jest gorzej…
Ekstremalne grubasy są
wszędzie (bo samo słowo grubas to za mało), w każdym kolorze skóry. I poniekąd
trudno im się dziwić, kiedy dookoła same fast food’y i napoje gazowane w
rozmiarach XXL. Ostatnio w Burger Kingu widziałem plakaty reklamujące chicken fries,
czyli kurczakowe frytki oraz Mac n’ Cheetos, czyli panierowane pałeczki serowe
z makaronem w środku smażone na głębokim oleju… I to wszystko za jedyne kilka
dolarów, serwowane w kilka minut, często nawet bez konieczności wysiadania z
samochodu. Drive thru bankomaty też nie pomagają ;)
![]() |
| tak to wygląda na oficjalnych materiałach... bleh |
![]() |
| tak, to bankomat :) |
Jak się zapewne domyślacie
jest też druga strona medalu: całe sekcje ze zdrową żywnością, naklejki
‘organic’ na większości owoców i warzyw, produkty bezglutenowe i inne bez-,
kurczaki bez hormonów i antybiotyków, działy dla wegetarian i wegan. Niestety
ceny takich produktów, podobnie zresztą jak w Polsce, są często dwa, trzy razy
wyższe, niż ich klasycznych odpowiedników.
Jest zdrowe jedzenie, są też
zdrowi ludzie. Nie brakuje osób, które godzinami przesiadują na siłowniach,
basenach, oddają się cross fitowi i innym prozdrowotnym czynnościom. Atleci
żywcem wyjęci z olimpiady (w końcu USA wygrało klasyfikację medalową) kręcą się
po ulicach w drodze od treningu do treningu.
Jedną z bardziej wizualnych
form kontrastu jest bliskość skrajnie różnych dzielnic. Nawet w samym Hartford
można łatwo natknąć się na świetny przykład, gdzie w jednej chwili przejeżdżamy
przez bogatą dzielnicę willową, w której mieszka, m.in. gubernator, by za
chwilę znaleźć się w puertorykańskim getcie. I choć dwa te światy dzieli
zaledwie 200 metrów to jednak istnieje między nimi niewidzialna granica, która
nie pozwala im się mieszać.
Różne narodowości mają swoje
małe społeczności, w tym jest również Little Poland znajdująca się w New
Britain i zrzeszająca największą grupę polonijną w CT. Są tu polskie sklepy,
restauracje, bary, banki, kościoły, kioski, piekarnie, jest też nawet dumnie
brzmiący (i zapewne dziwacznie dla wszystkich innych) monopolowy, a w powietrzu
unosi się zapach pierogów i smażonej cebuli. A wszystko to okraszone klimatem i
mentalnością lat 80-tych.
![]() |
| jak w domu ;) |
![]() |
| pod słońce było :P |
Czy te kilka przykładów wystarczy, by stwierdzić, że Ameryka to kraj kontrastów? Wymieniać można by jeszcze wiele, te powyższe są z mojego podwórka, piszcie jeśli macie jakieś swoje spostrzeżenia :)
Na zakończenie mały bonus, niby prosto z Ameryki, choć patrząc po dostawczaku, to raczej gdzieś w Europie:
Trzymajcie się ciepło!
*racist voodoo doll made of
discarded cat hair – tak nazwał Trump’a John Oliver, gospodarz programu HBO
„Last Week Tonight”, polecam ze względu na cięty i często bezpardonowy
komentarz dotyczący bieżących tematów.










Za rzadko piszesz a podoba mi się twój sposób opisywania. Może któregoś dnia opiszesz samo jedzenie. Co ty na to?
ReplyDeletePozdrawiam :)
jako, że nie jemy tak często 'na mieście' to będzie to sporym wyzwaniem, ale myślę, że dam radę coś zmontować w temacie kulinarnym :)
Deletedzięki i odzdrawiam!